W miejscu w którym zespoły klasyfikują swoje dokonania wyczytałem krótki wpis "nu-metal". To się zgadza, bo do klasyki gatunku tej muzyce niezwykle daleko. To nie jest zarzut - zarzucam natomiast kapeli wtórność - nie ma tutaj niczego co mogłoby zaskoczyć nowego słuchacza. Otwierający dwunastominutowy set "Martwy ciąg" jest tak nudny, że o mało nie porzuciłem dalszego słuchania płyty. Nie mam pojęcia dlaczego muzycy z Sickbag zdecydowali się na umieszczenie tej kompozycji na pierwszym miejscu?
Moja cierpliwość została wynagrodzona w kolejnej kompozycji "The Last Train Home". Zupełna zmiana klimatu, mimo że to ten sam zespół i to samo brzmienie. To rzeczywiście urywa jaja! Anglojęzyczne liryki same wpasowują się między frazy "kawałka" (Nie po raz pierwszy zwracam uwagę na ten element polskim wykonawcom). Wspaniały pomysł z gitarą która prowadzi dialog z wokalem w refrenie. Linia melodyczna gitary (grana chyba oktawami) uzupełnia puste miejsca między linijkami tekstu.
Ostatnie "Kilka Prawd" to utwór z dobrym riffem, dobrym pomysłem na dwugłos wokalny w refrenie i dobrym aranżem całości. Ale głos poza refrenem to już żenada. W momencie kiedy czasomierz na playerze wskazuje -2:00 do końca kompozycji perkusja podbija klimat patetyczną zagrywką, i dalej zamiast ostrego gardłowego gwoździa bądź modulowanego ciosu wokalnego, słyszę miękki głosik z jakąś dośpiewką harcerską.
Podsumowanie. Dobre pomysły (mimo że to nic nowego), niezłe brzmienie, spory potencjał, ale jeszcze kilka rzeczy trzeba poukładać.
No i na koniec refleksja, która być może tłumaczy wszystko - jestem fanem Franka Zappy - dla mnie oprócz emocji potrzebny jest element zaskoczenia najlepiej połączony z brakiem kompromisu wobec mody teraźniejszych gniotów muzycznych, nawet za cenę niebytu artystycznego. Gdybym muzykę Sickbag przyrównać miał do sypialnianych rozkoszy, to widzę to tak:
Macie już obiekt pożądania, majtki wiszą na kinkiecie, konsumujecie danie główne, ale tylko w jednej pozycji - pora ją zmienić bo partnerka się znudzi i ucieknie! Wam pozostaną fajne wspomnienia w postaci fikuśnej bielizny - to za mało. Pora znaleźć pomysł na kolejne podboje - niech wasz pokój wygląda jak hurtownia Triuph'a!
Pozdrawiam!!!
Tą recenzję możesz również przeczytać na stronie www.muzykomani.pl